Recenzja „Uchwycić Żywioł” – I-da (CzyTuSieCzyta)

Mówi się, że kiedy uczeń jest gotów, zjawia się odpowiedni nauczyciel. Tak samo jest z książkami, niektóre wybierają nas, kiedy przychodzi najbardziej odpowiedni czas, aby przewrócić nasze życie do góry nogami i wytrząsnąć z nas to, co w każdym najlepsze. Kiedy ta książka trafiła do mnie, od początku okazała swoją moc. Pomimo przejmującego zimna, zmusiła mnie do spędzenia godziny na parkingu supermarketu i czytania, czytania,czytania…Jak się przeczytało pierwszą stronę, nie ma odwrotu:)

„Uchwycić żywioł” należy do tych niebezpiecznych lektur, pokazujących świat z zupełnie innej perspektywy. Nie czytajcie jej, jeśli należycie do osób, które już dawno porzuciły swoje marzenia i nie mają zamiaru nigdy do nich powrócić! Nie czytajcie, jeżeli uważacie siebie za pozbawionych wszelkich talentów i dobrze Wam z tą myślą! Nie czytajcie, jeśli uważacie, że miarą wartości człowieka jest test z odpowiednio zakreślonymi odpowiedziami! Albo jednak spróbujcie przeczytać…

A może należycie do geniuszy, obdarzonych przez świat obfitością zdolności, lekkością uczenia się i wrodzonym „byciem wielkim”? Nie? Doprawdy? W takim razie jesteście w świetnym towarzystwie ludzi, którzy zostali „przefiltrowani” jako mało zdolni, przeciętni, czasem wręcz ograniczeni. Ten chłopiec o imieniu Albert, czy to nie o nim powiedziano, że nigdy do niczego nie dojdzie? Proszę o wybaczenie panie Einstein! Paul McCartney nie został przyjęty do chóru, który później wykonywał jego utwory. Wielki Elvis Presley usłyszał wręcz, że jego głos rujnuje brzmienie całego zespołu chórzystów.

Takich „drobnych pomyłek” zdarzyło się w historii tak wiele, że można pisać o tym tomy, ale czy warto poświęcać czas absurdalnym ocenom i fałszywej krytyce? Pomyślmy o tych, którym los, lub jakiś wyjątkowy nauczyciel pomógł odnaleźć to, co odmieniło choć odrobinę świat, a już z pewnością dodało mu blasku, o tych, którzy odnaleźli swój „żywioł”.
„Żywioł jest miejscem, w którym spotykają się Twoje naturalne uzdolnienia i osobiste pasje”, tak opisuje Ken Robinson myśl przewodnią swojej książki. Jakie uzdolnienia, jakie pasje? Te pytania, pokryte sporą warstwą wątpliwości i sarkazmu zdają się towarzyszyć nam przez długi czas naszego życia. To żaden cud, wielu z nas wychowano zgodnie z nurtem: „chwalenie jest szkodliwe dla zdrowia” i „najlepszą motywacją jest krytyka”.

Nasze dzieci doznają często dokładnie tych samych upokorzeń. Są wsadzane w szufladki, testowane w „jedyny doskonały sposób” jak istoty, które stworzone zostały na fabrycznej taśmie i nie mogą w żadnym wypadku odbiegać od „normy”. System szkolnictwa postawił na mało wyrafinowany wyścig szczurów, zapominając przy tym,  jakie korzyści może przynieść skupienie się na każdym jako indywidualności, wyposażonej w jedyny w swoim rodzaju pakiet zdolności.

Nie każdy musi wynaleźć szczepionkę przeciwko najgroźniejszym chorobom, nie każdy napisze bestseller i nie każdy zostanie gwiazdą kina. Ale nie oznacza to, że pan Kowalski nie ma szansy na uświetnienie życia swojego i innych czymś, co potrafi najlepiej i w co wkłada całe serce. Ulubionym słowem Kena Robinsona jest: kreatywność. Dla niego łączy się ona z inteligencją, tworząc duet doskonały: twórcze myślenie.

Kreatywność jest cechą wybrańców, czyli około 7 miliardów ludzi… Wspaniały wynik, za który wszyscy powinniśmy być wdzięczni! Nikt z tej licznej grupy nie jest zagrożeniem dla nikogo, bo iskra tkwiąca w każdym, prowadzi go zupełnie inną ścieżką. Kiedy jeden „twórca” namaluje obraz, inny stworzy ogród marzeń, a jeszcze inny upiecze ciasto, które mogłoby być pokarmem Bogów. Kiedy robimy coś z pasją, wypełnia nas energia, która może przenosić góry, a cały świat wstrzymuje oddech. Być może właśnie teraz rodzi się coś naprawdę cudownego…

Autor mógł posłużyć się w swojej książce przykładami nieznanych nam ludzi, ale wybrał same sławy. Z pewnością po to, żeby pokazać nam, że oni także kiedyś byli cząstką „szarego tłumu”, zanim nie zdecydowali, że to co robią jest dobre i godne szacunku. Znosili porażki i niedogodności, aby iść za głosem żywiołu. Paulo Coelho poddany był nawet elektrowstrząsom, celem wyeliminowania z jego umysłu mrzonek o pisaniu. Jak widać nie złamały one twórczego geniuszu i nie pozbawiły świata najpiękniejszych słów o miłości.

Jestem pewna, że żaden współczesny rodzic nie będzie się uciekał do tak drastycznych metod, ale zdarza się nam patrzeć na dzieci przez pryzmat naszych wyborów, czy niepowodzeń. Podkreślamy ich braki, zamiast cieszyć się talentami. Oceniamy, porównujemy do innych, wyolbrzymiamy porażki. Chcemy aby zostali lekarzami, albo prawnikami. Po co nam tylu prawników? Ich zainteresowania uważamy za dziwaczne, wiemy, że powinni się skupić na szkole i zdobywaniu akademickiej wiedzy. Nie widzimy niczego, co naszym zdaniem nie będzie się liczyło na przyszłym rynku pracy: poczucia humoru, samodzielnie wymyślonego języka, fantazyjnych stylizacji.

A jeśli ktoś powiedziałby Wam, że w przyszłości będą niezwykle doceniani ludzie, umiejący rozśmieszyć innych i dodać im otuchy? Tacy, którzy z lekkością potrafią tworzyć nowe słowa? Styliści nie znający ograniczeń? Ken Robinson podkreśla fakt, że w ekspresowo zmieniającej się rzeczywistości nie ma czegoś takiego jak „pewny zawód”, że krok do przodu będą zawsze ci, którzy z pasją, ale również z kreatywną elastycznością potrafią wykorzystać wszelkie dane im możliwości. Kreatywność zdaje się być drogą prowadzącą do przyszłości.

To wspaniała książka, przemawiająca do naszych najgłębszych uczuć i poruszająca struny najdelikatniejszych emocji. Wierzę, że mądrość z niej bijąca poruszy tak wiele umysłów, że „efektem motyla”, mały podmuch może zamienić się w erupcję, która spowoduje znaczące zmiany.

Bywa, że potrzebujemy czasu, aby odnaleźć nasz „Żywioł. Często bronimy się przed nim i wymyślamy przeróżne argumenty, aby go zniechęcić. Tłumaczymy się brakiem czasu, polotu, gotówki, a najczęściej wszystkim naraz. Omijamy skrzętnie ten temat, lub zacietrzewieni twierdzimy, że bez tego też można żyć.

Pewnie, że można. Ale po co zawsze patrzyć z zazdrością na  szczęśliwców, z błyszczącymi oczami, którzy zdają się… jakby odrobinę unosić nad ziemią?

Może nadszedł czas?

Autor: I-da, http://www.czytusieczyta.pl/uchwycic-zywiol-znalezienie-pasji-zmienia-ken-robinson/#more-205

Powrót